Rozbitkowie
Chłopiec obudził się, gdyż było mu bardzo zimno. Był zmarznięty, a ubranie miał przemoczone do suchej nitki. Nie wiedział gdzie jest, wokół niego leżały sterty porozrzucanych desek. Wyczołgał się powoli na ląd, zamknął oczy i zasnął z wyczerpania.
Rano obudził go szelest liści, podskoczył przestraszony chciał już uciekać, gdy z krzaków wyłoniła się dziewczynka. Widocznie była jeszcze bardziej zaskoczona jego widokiem niż on jej gdyż szybko uciekła w głąb lasu. A jednak nie jestem tu sam. Pomyślał chłopiec uśmiechając się do siebie. Powoli podniósł się z piasku i rozglądnął wokół. Krajobraz jak z bajki - woda krystalicznie czysta, złoty piasek, palmy... Tylko, dlaczego jestem tu sam. Gdzie są moi rodzice? Co się stało? – Nie pamiętał. Nagle poczuł, że dwie pary oczu bacznie mu się przyglądają. Z zarośli wyszła dziewczynka trzymają w ręku ogromnego ananasa. Chłopiec zjadł go ze smakiem, a między nimi zawiązała się nic przyjaźni. Dziewczyna nie umiała mówić jego językiem, jednak doskonale się rozumieli. Poznał jej plemię i zamieszkał z nimi w dżungli. Nigdy nie dowiedział się, co tak na prawdę stało się z jego bliskimi. Nie wiedział czy żyją, jednak prawdopodobnie był on jedyną osobą, która ocalała z rozbitego samolotu.